• Zdjęcie:
    Data:
    13.02.2010
    Tytuł:

    Trochę historii: Rzeź na futbolu - Wojna Futbolowa

    Treść:

    Futbol od zawsze budził ogromne emocje i nie ma w tym nic złego, dopóki nie dorabia się do tego niepotrzebnych ideologii. Tak właśnie stało się w czerwcu 1969 roku, gdy Salwador rywalizował o udział w Mundialu z sąsiednim Hondurasem. Mecze rozegrane w San Salwadorze i Tegucigalpie nie miały nic wspólnego z piłką nożną.

    Więcej tekstów o historycznych wydarzeniach >>>

    Szmata na maszt, kamienie w ruch - gramy o Mundial

    Jest czerwiec 1969 roku. Sytuacja polityczna pomiędzy Salwadorem a Hondurasem jeszcze nigdy nie była tak napięta. Władze obu państw zarzucają sobie kłamstwa w niezwykle drażniącej kwestii emigracji salwadorskich chłopów. Media prowadzą propagandę wzajemnej nienawiści. Obustronna niechęć w stosunku do sąsiedniego narodu sięga zenitu. W takiej właśnie atmosferze Honduras z Salwadorem stanęły do rywalizacji o awans do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w Meksyku.

    Pierwsze spotkanie rozegrano w stolicy Hondurasu, Tegucigalpie. Mieszkańcy miasta przywitali salwadorskich piłkarzy (przybyłych na ich nieszczęście dzień przed meczem) możliwe najgorzej jak tylko potrafili. Żaden z gości nie miał co marzyć choćby o minucie snu - przez całą noc hotel oblegali kibice Hondurasu. W stronę budynku poleciało mnóstwo kamieni, tłum nieustannie wznosił wrogie okrzyki, tłukł w blachy, nie milkły klaksony. Następnego dnia piłkarzy przewieziono na stadion pod specjalną eskortą. Pomimo zmęczenia, zarówno psychicznego jak i fizycznego, goście długo opierali się nawałnicy salwadorskich piłkarzy i nienawistnych trybun. Dopiero w ostatniej minucie meczu zwycięską bramkę dla gospodarzy zdobył Roberto Cardona. Honduras oszalał z radości.

    Porażka wywołała w Hondurasie ogromne poruszenie, złość i żal. Na widok straconej bramki 18-letnia Amelia Bolonios wzięła pistolet ojca i strzeliła sobie w serce. Dziennik „El Nacional”  pisał o Amelii „młoda dziewczyna, która nie mogła znieść, że jej ojczyzna została rzucona na kolana”. Amelię w błyskawicznym tempie obwołano bohaterką narodową. Jej pogrzeb transmitowała telewizja. Na czele konduktu żałobnego maszerowała kompania honorowa wojska ze sztandarem, za trumną szedł prezydent wraz z ministrami, piłkarze oraz tysiące mieszkańców stolicy. 

    Rewanż odbył się tydzień później. Jak można było się spodziewać, sytuacja powtórzyła się w San Salwadorze. Tym razem Salwadorczycy nie dali zmrużyć oka piłkarzom Hondurasu. W nocy w hotelu, w którym przebywali (czytaj chronili się) goście, wybito wszystkie okna. Do budynku wrzucono tysiące zgniłych jaj oraz mnóstwo zdechłych szczurów i cuchnących szmat. Rankiem pod hotel zajechała I Zmechanizowana Dywizja Salwadoru, która przetransportowała zawodników na stadion Flor Blanca (Biały kwiat), chroniąc ich przed żądnym zemsty tłumem. Do zabezpieczenia spotkania została użyta armia. Cały stadion i murawa otoczone były wojskiem. Przed wtargnięciem tłumu na boisko piłkarzy chronił doborowy pułk Guardia Nacional, czekający tylko na rozkaz. Apogeum nienawiści do wroga nastąpiło podczas odegrania wygwizdanego hymnu Hondurasu oraz wciągnięcia na maszt brudnej ścierki zamiast flagi. Piłkarze gości na swoje szczęście przegrali 3:0, najprawdopodobniej ratując sobie życie. Prosto ze stadionu zawodników ponownie pod wojskową eskortą przewieziono na lotnisko. Zdecydowanie gorszy los spotkał honduraskich kibiców. Dwóch z nich zostało śmiertelnie pobitych, kilkudziesięciu trafiło do szpitala. Reszta bita i kopana ruszyła w ucieczce w stronę granicy. Salwadorczycy spalili 150 samochodów przyjezdnych. W całym kraju doszło do antyhonduraskich demonstracji. W odpowiedzi radio honduraskie zaapelowało o wypędzenie z kraju Salwadorczyków. Wieczorem granica pomiędzy państwami została zamknięta. Jawny mord na futbolu stał się faktem…

    Ze względu na warunki, w jakich zostały rozegrane oba spotkania, postanowiono unieważnić ich wyniki i zorganizować trzecie, decydujące, na neutralnym terenie. 27. czerwca w Meksyku, na Estadio Azteca, po dogrywce 3:2 zwyciężył Salwador. Mecz ochraniało 5 tys. policjantów. Po spotkaniu honduraski pułkownik Armando Velazquez oznajmił swoim piłkarzom, że będzie wojna. I tak też się stało. Walki wybuchły dwa tygodnie później. 

    Wojna przez futbol? Nie!
    14 lipca dwudziestotysięczna armia Salwadoru napadła na sąsiada. Jaki wpływ na wybuch wojny miały eliminacje do Mistrzostw Świata?

    Stosunki pomiędzy oboma krajami pogarszały się od początku lat sześćdziesiątych. Głównym powodem napięć była niezgodność w sprawie osadnictwa salwadorskich chłopów na przygranicznych ziemiach Hondurasu. Salwador był wtedy państwem niemal sześć razy mniejszym od Hondurasu, ale za to o największej gęstości zaludnienia w Ameryce Środkowej i dwa razy większej liczbie ludności. Gospodarka obu narodów opierała się na rolnictwie, a większość ziem należała do wielkich posiadaczy ziemskich. W związku z takim podziałem, dużym zagęszczeniem i małą powierzchnią kraju, w Salwadorze rozrastała się grupa bezrobotnych chłopów.

    Zgoła odmienna sytuacja panowała w znacznie większym Hondurasie, gdzie część ziem, pomimo obecności wielkich posiadaczy, leżała odłogiem. Świadomi tego bezrobotni salwadorscy chłopi przechodzili przez granicę i zajmowali bezpańskie honduraskie ziemie. W sumie liczba emigrantów urosła do 300 tys. Władze Hondurasu tolerowały nielegalną migrację, ciche zezwolenie panowało także w Salwadorze. Tamtejsi urzędnicy poszli jednak o krok dalej. Stosując politykę faktów dokonanych drukowano mapy, na których jako terytoria Salwadoru uwzględniano tereny zajęte przez chłopów. 

    W latach 60. Sytuacja gospodarcza w Hondurasie zaczęła się zmieniać. Tamtejsi chłopi zaczęli domagać się ziem, a za wszystkie niepowodzenia gospodarze zaczęto obwiniać imigrantów. Rząd, chcąc nie chcąc, musiał podjąć jakieś działania. Pod wpływem USA zapadła decyzja o podziale miedzy honduraskich chłopów ziem zajętych przez… Salwadorczyków. W praktyce oznaczało to, że 300 tys. imigrantów musiało powrócić do swojego kraju. Nikt tam jednak na nich nie czekał - przeciwnie. Władze Salwadoru w obawie przed armią bezrobotnych, dla których nie było ani ziemi ani pracy, nie chciały do tego dopuścić. Dodatkowo zamożniejszy Salwador leżący nad Pacyfikiem marzył o dostępnie do Atlantyku, który otworzyłby dla kraju wiele nowych możliwości rozwoju. Droga do celu prowadziła przez biedny Honduras. Wszystko to doprowadziło do zaognienia stosunków pomiędzy narodami, które spotęgowały eliminacje do Mundialu. Dwumecz, możliwość rywalizacji - stanięcia w szranki, był iskrą do wybuchu wojny, która jak uważają historycy, prędzej czy później i tak by wybuchła. 

    Epilog
    Salwadorczycy napotkali zażarty opór. Wojna trwała 100 godzin, zakończyła się 18 lipca, na skutek mediacji Organizacji Państw Amerykańskich. W walkach zginęło (według różnych źródeł) 3-6 tys. osób, granica pozostała bez zmian.

    Rok później Salwador zagrał na Mistrzostwach świata w Meksyku. Los nie okazał się łaskawy, salwadorscy piłkarze trafili do grupy A, gdzie zagrali z gospodarzami, Belgią oraz ZSRR. Wszystkie mecze przegrali, nie strzelając nawet bramki. Sprawiedliwość?

    Szyszka | PortalKibica.pl
    źródło: Netbird.pl , R. Kapuściński „Wojna futbolowa”

 
  • Autor:
    Komentarz dodany przez: vaffanculo
    Data:
    13.02.2010 godz. 18:21
    Treść:
    "Pierwsze spotkanie rozegrano w stolicy Hondurasu, Tegucigalpie. Mieszkańcy miasta przywitali salwadorskich piłkarzy (...). Pomimo zmęczenia, zarówno psychicznego jak i fizycznego, goście długo opierali się nawałnicy salwadorskich piłkarzy i nienawistnych trybun. Dopiero w ostatniej minucie meczu zwycięską bramkę dla gospodarzy zdobył Roberto Cardona. Salwador oszalał z radości." poprawcież ten fragment, bo strasznie niespójny logicznie jest :)
  • Autor:
    Komentarz dodany przez: michał
    Data:
    13.02.2010 godz. 20:42
    Treść:
    słusznie prawisz, a błąd czeski - i tak wiadomo, o co chodzi ;)

Dodaj komentarz:


Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
 
 
Stadiony.net - prezentacje stadionów piłkarskich